Skip to content

Szur… Szur… Szur… to idą umarli.

by w dniu Wrzesień 2, 2012

The Walking Dead – Episode 3: Long Road Ahead

Kolejny epizod The Walking Dead pozostawił mnie – znowu! – w stanie sporego szoku i niespotykanego dotąd w zestawieniu z medium, jakim są gry komputerowe, smutku. Widać żelazną konsekwencję twórców, którzy dążą do tego, aby cały ten ciężar odpowiedzialności i doznanie zadzierzgania się emocjonalnych więzi miedzy graczem a postaciami z ekranu, było silne, przytłaczające i głębokie. W odcinku Long Road Ahead naprawdę sporo zrzucono na barki gracza. I nie chodzi tu tylko o to, jakie decyzje podejmować trzeba w obrębie własnej „drużyny”, ale też wybory odnośnie tego, komu z nowo napotkanych osób zaufać, a kogo poświęcić dla dobra grupy. Wybór taki, zdaje się na krótką metę, oczywisty – liczą się „przyjaciele”, ale uwierzcie mi, że krzyki kobiety, pozostawionej na pastwę zombiech, w roli żywej przynęty będą odbijać się echem w Waszych głowach, jeszcze długo po skończeniu „seansu”.

Ciężko powiedzieć coś o fabule, nie ujawniając zbyt wiele. Opowiadając o epizodach  The Walking Dead dochodzimy do momentu, kiedy – podobnie, jak w przypadku książek Georga R. R. Martina – zdradzenie tego „kto przeżył” może być większym spoilerem niż to, kto już umarł. Ograniczę się tylko do tego, że nasi bohaterowie (ci, którzy ocaleli) zmuszeni są do tego, by ruszyć naprzód – zapasy ze sklepów w miasteczku Macon się kurczą a ich zdobywanie robi się coraz trudniejsze. I chociaż – jak stwierdza jeden z bohaterów – robi się coraz gorzej, bo zombiech cały czas przybywa, kiedy ludzi robi się coraz mniej, to właśnie inni ocaleni okazują się być bolączką i największym zagrożeniem, oraz, ostatecznie, ich działania są brutalnym bodźcem do tego, by grupa ruszyła w drogę. Cel: Savannah, zdobycie łodzi i szukanie bezpiecznego schronienia na / za oceanem.  I chyba tylko tyle mogę zdradzić, nie chcą popsuć Wam „seansu”.

W warstwie rozgrywki, co nieco się zmieniło. Owszem, to nadal jest w dużej mierze interaktywny komiks, ale spodobało mi się to, że twórcy tym razem postanowili nas w kilku miejscach zaskoczyć. Tak więc czasu na podjęcie decyzji i zareagowanie na nagłe zwroty akcji jest dużo mniej. Wydaje mi się, że przede wszystkim zmieniono w pewnym stopniu sposób wpływania na rozwój akcji w dialogach – nie jest już tak łatwo, że czekamy aż każda z postaci się wypowie i przychodzi nasza kolej, ale nasze kwestie bardzo często musimy wręcz wtrącić „na siłę”, przerwać zaciętą dyskusję, zająć w niech stanowisko zanim przerodzi się w zażartą kłótnię a nawet – jak jest, co najmniej w jednym przypadku  – skończy się tragicznie. Tarć i konfrontacji w grupie jest coraz więcej. I – o ile na początku dużo łatwiej było zdecydować kogo wspierać, bo charaktery wydawały się wyraziste i na swój sposób dość archetypiczne, to tym razem jest o wiele trudniej. Z ludzi, z którymi dzielimy nasz los, wychodzą najgorsze cechy, a zło, jakie się im coraz częściej przytrafia kompletnie zmienia ich stosunek do nas i nasze ich postrzeganie. Dlatego jest dużo, dużo trudniej spośród dostępnych kwestii wybrać tę odpowiednią w danej sytuacji – zwłaszcza, że czasu na odpowiedź jest coraz mniej a wypowiedzi skonstruowane są tak, że żadnej z nich nie można nazwać uniwersalną czy neutralną.

Niewiele zmieniło się kwestii zagadek typowych dla przygodówek point’n’click – nie są skomplikowane i choć nie obrażają inteligencji gracza, raczej nie zdarzy się nikomu utknąć. Jest tego typu interakcji dużo więcej niż ubogim w tej materii odcinku drugim, jakkolwiek to nadal jest raczej dodatek do swego rodzaju serialu interaktywnego, jakim pozostaje The Walking Dead. Co innego elementy zręcznościowe – te mogą dopiec i, po raz pierwszy w tej serii, przytrafiło mi się zaliczyć kilka zgonów pod rząd. Podobnie, jak w przypadku dialogów, tak i w przypadku quick time eventów czasu na odpowiednią reakcję jest dużo mniej a momenty zręcznościowe rozciągnięto i nieco utrudniono, tak, by tym razem stanowiły nieco większe, niż wcześniej wyzwanie. Nie wymaga to, co prawda małpiej zręczności, bo nie o to w The Walking Dead chodzi, ale i tak jest krok naprzód w stosunku do poprzedniego odcinka.

Podsumowując: kolejny doskonały fabularnie epizod – podejmowanie decyzji jest coraz trudniejsze, czasu na odpowiednie zareagowanie na zwroty akcji, czyny czy słowa naszych towarzyszy, coraz mniej. Dużo lepsza równowaga między czasem, który poświęcamy na interakcję a momentami, kiedy oglądamy po prostu serial – chyba najlepiej zbalansowany pod tym względem odcinek. I coż, emocje. Emocje jakie wywołuje, stan w jakim zostawia gracza – to się nie udało telewizyjnemu serialowi i chyba się już nie uda.

Polecam!

Reklamy

From → Gry

Dodaj komentarz

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: