Skip to content

Ale głupi ci Rzymianie!

by w dniu Lipiec 12, 2012

Witam!
Jeśli przyjąć procentowy wskaźnik pełnej synchronizacji – któren może być nieco wątpliwym, zważywszy na fakt, że nie wszystkie misje udało ukończyć mi się z modelowym wynikiem – połowa Assassin’s Creed: Brotherhood za mną. W tym wpisie nie będę rozwodził się nad tym, co mi się w grze podobało, bo podobało mi się sporo rzeczy i myślę, że nie będzie nadużyciem, jeśli już w tej chwili nazwę tę odsłonę za najlepszą grę w serii. Tym razem, skrótowo skupię się na tym, co mnie w Bractwie irytowało, drażniło, tudzież śmieszyło. Nie będę tylko narzekał na to, że jest to prawdopodobnie najłatwiejsza gra z cyklu – jakkolwiek odniosę się do kilku kwestii, które sprawiają, że jest ona prostsza, ale stanowią kuriozum samo w sobie.

Assassin's Creed: Brotherhood

„Impreza bywa mokra, gdy się znajomych spotka
Uśmiechy są szerokie, toasty głębokie…”

Przede wszystkim dziwne reakcje ludzi na nasze niecne, tudzież cne, ale brutalnie wymierzane uczynki. Często jest tak, że jeśli celem misji jest zlikwidowanie określonej postaci, pozostaje ona obojętna na to, co się dookoła wyprawia. Przykład, naszym celem jest przychylny Borgiom bankier. Aby ukończyć misję w pełnej synchronizacji należy zlikwidować go po cichu, a najlepiej dziabnąć go zatrutym ostrzem, kiedy będzie przechodził obok ławki, na której przycupnęliśmy. Tak więc, wbijamy na renesansową orgię, urządzoną przez owego bankiera i rozpoczynamy… Okazuje się, że cel ma całkiem niezłą obstawę. Niestety pechowo dla niego, ja mam już pod swoją pieczą znakomicie wytrenowanych asasynów i to właśnie ich wykorzystuję do „wyczyszczenia” mi drogi z wszelkich możliwych przeszkód. I co się dzieje? Bachantki i bachanci z krzykiem uciekają, kiedy strażnicy padają trupem, ogólna zgroza i panika, ale… Cóż to? Nasz cel nadal przechadza się spokojnym krokiem, jako skrypt prowadzi. Że zginęli właśnie wszyscy strażnicy? Drobiazg, bagatelka! Nie muszę dodawać, że wykonanie misji ze stuprocentową skutecznością poszło, jak z płatka.

„…Atmosfera luźna, natura ludzka próżna
Zabawa zwykle fajna, gdy bawi się ferajna”

Samych strażników, nie tylko w czasie wykonywania misji, ale również „spacerując” po Rzymie obcyganić i zgubić jest tutaj również wyjątkowo łatwo. Pamiętam, że we wcześniejszych odsłonach ucieczka – kiedy byłem rozpoznawalny – sprawiała mi niemały problem. Tutaj prawie w ogóle nie muszę przejmować się tym, że na ścianach wiszą listy gończe a heroldzi płodzą swoje paszkwile. Powiem więcej – nie zauważyłem prawie żadnej różnicy w reakcjach straży, pomiędzy statusem, gdy powinienem być ścigany niczym wróg publiczny numero uno, a tym, kiedy miałem konto czyste, jak łza. Jeśli jakaś była, to minimalna i przy ekstremalnej – teoretycznie – rozpoznawalności, wcale nieuciążliwa.

Cóż, pozostałe mankamenty, to przede wszystkim technikalia, których – jak widzę – nie chciało się / nie dało się poprawić od samego początku tej serii. Przez wszystkie jej odsłony musimy się więc męczyć z pracą kamery, która wykazuje zadziwiające skłonności do pokazywania nam wszystkiego z jak najmniej praktycznego kąta. W trakcie walki niejednokrotnie miałem przypadki, że słyszałem brzęk żelastwa, ale nie widziałem, co się  konkretnie działo, bo kamera upodobała sobie pokazanie mi – malowniczego skądinąd – świerku, czy innej choinki.

Boli mnie również ograniczanie swobody poruszania się, kiedy przechodzimy w tryb walki. Kiedy zaczyna się ruchawka na ulicy, nasz bohater wpada w jakąś niewidzialną sieć, z której wyplątać mu się, czyli uciec niezwykle trudno. Diabelnie to uciążliwe, zwłaszcza, kiedy nasz główny cel – w przypadku Brotherhood przeważnie jest to kapitan straży – czmycha, a nie można się wyzwolić spod magnetycznego wpływu sługusów Borgiów nim kilku z nich nie usieczemy. Wiem, że podobne rozwiązania były, na przykład w serii Batman: Arkham… ale tam nie czuło się tego dziwnego, upośledzającego rozgrywkę, skrępowania ruchów – kamera nie dostawała „tata-wariata”, że ujmę to w ten sposób.

I zmierzając już do końca, coś o widzeniu przez ściany. A konkretnie, o tym, jak szerokim kątem widzenia dysponują przeciwnicy. Jeśli jest jakaś rzecz, o którą chciałbym poprosić boga developerów w przypadku Assassin’s Creed III, to wprowadzenie jakiegoś sensownego systemu osłon. Niekoniecznie służących do ostrzeliwania się z wrogami zza murka, drzewka czy winkla, ale po to, abym wiedział, że w danym momencie jestem dobrze przed wzrokiem ukryty. W dotychczasowych odsłonach serii, co rusz natykam się na sytuację, w których strażnik, na przekór obowiązującym prawom natury [zwłaszcza tych dotyczącym nieprzenikania wzorkiem ścian] dostrzega Ezio. Jestem schowany za rogiem – nie ma bata!, nie powinienem być widoczny. A guzik! Obdarzeni najwidoczniej paranormalnymi zdolnościami strażnicy dostrzegają mnie. Powiedzenie mieć oczy dookoła głowy twórcy potraktowali też nader dosadnie, bowiem bywa, że strażnicy odwróceni tyłem potrafią mnie zobaczyć i podnieś rwetes. Cóż, realizmu w tej serii, z każdym kolejnym jej odcinkiem, coraz mniej – jednak tego typu sprawy skutecznie wytrącają mnie z ochoty na załatwianie spraw po cichu, czyli typowo skrytobójczymi metodami.

I – tym razem to już naprawdę ostatnia sprawa na dzisiaj – głupi błąd / nie-błąd z odzieniem. W moim pudełku znajdował się kluczyk, dający dostęp do kilku dóbr, znanych potocznie jako DLC. Wśród nich, najnowszy krzyk mody w Italii, czyli strój Altaira. Wygląda i leży świetnie, nie daje żadnych profitów, za to generuje pewne, niezamierzenie śmieszne sytuacje.  Po pierwsze, w fragmentach retrospekcyjnych, których akcja osadzona jest we Florencji – jeszcze przed tym, nim Ezio, dowiedział się ciekawych rzeczy o swym ojcu i wstąpił w szeregi Bractwa, gdzie zajmował się paroma ważnymi sprawami, o których wcześniej nie wiedzieliśmy, a w międzyczasie świrzył z niejaką Cristiną – [jak się domyślam] powinniśmy oglądać naszego bohatera w jego szatach florenckiego szlachetki a widzimy go w stroju asasyna. Dokładnie tak, w stroju Altaira. Mało tego, w grze niejednokrotnie przebieramy się za kogo innego, aby przeniknąć wraże szeregi, tudzież dostać się w miejsce, gdzie dostać się bez stosownego kamuflażu niepodobna. Cóż, przebieramy się za strażnika, aby wbić się na orgietkę do bankiera. Strażnicy, bankier i wszyscy pozostali widzą nas, jako jednego ze swoich – gracz ogląda Ezio wciąż w stroju Altaira. Przebieramy się za francuskiego żoładaka, by poprowadzić wycieczkę na obóz ichniego hrabiego. Wszyscy widzą odzianego w błękit swojaka – my widzimy Ezio w stroju Altaira. Może to detal i mój problem, skoro uparłem się grać w nietypowym outficie, czego twórcy nie przewidzieli… Zaraz, zaraz? Jak to nie przewidzieli? Skąd ja sobie ten strój ściągnąłem? Z torrentów?

Och, i jeszcze jedno – a miałem już kończyć lament – wciśnięty pomiędzy karty opowieści dodatek, pod tytułem „Zaginięcie Leonarda”  zawiera dwa rzucające się w oczy błędy rzeczowe. Po pierwsze, spotkana po raz drugi w trybie opowieści [pierwszy raz miałem z nią uroczy epizod podczas odzyskiwania jednego z  dzieł Vinciego w tymże DLC] Lukrecja Borgia mówi nam, że „miło jej wreszcie mnie poznać”, natomiast gdy widzimy się [ponownie] z Leonardo, tłumaczy swą absencję tym, że musiał zrobić parę rzeczy dla Borgiów – i żebym mu ten grzech wybaczył, bo nie miał wyboru – kiedy w dodatku dowiadujemy się, że za jego zniknięciem stała sekta Hermetyków. 

I tyle mojego zrzędzenia na dzisiaj. Następnym razem popłynę raczej na fali superlatyw, których trochę się uzbierało, i których minusy przysłonić – mimo wszystko – nie zdołały.

Reklamy

From → Gry

One Comment
  1. Kamis permalink

    Nie zdziwiłbym się, gdyby praca kamery w trójce wyglądała podobnie jak w poprzednich częściach 😀 Z tym DLC, to widać, że nie jest to błąd, a zwyczajne lenistwo. Zbyt luźno potraktowali ten dodatek. Sprawdź Revelations, zobacz czy zmieniło się coś (w przypadku bugów) w stosunku do poprzedniczek, a może pojawi się nadzieja na lepszy epizod trzeci ; ) Bardzo wnikliwa, ale dobra analiza.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: