Skip to content

Powrót Żywych Trupów

by w dniu Czerwiec 30, 2012
Episode 2 - Starving for Help

Episode 2 – Starved for Help

Witam!

Właśnie staram się uspokoić moje skołatane serce, po emocjach, które towarzyszyły grze w drugi epizod The Walking Dead – przy czym emocji owych było zdecydowanie więcej niż grania. Niestety, albo „stety” – to już musi każdy rozstrzygnąć we własnym zakresie, uprzednio odpowiedziawszy sobie na zasadnicze pytanie, czy przygodówka od Telltale Games to, ekhm, gra dla niego. Ja już po pierwszym odcinku pogodziłem się z tym, że w tym konkretnym przypadku nie mamy do czynienia z grą komputerową a jedynie z interaktywnym filmem, bądź multimedialnym odpowiednikiem zapomnianych już dzisiaj gier paragrafowych. I z tą świadomością zasiadłem do drugiego – przyznam, że z niecierpliwością wyczekiwanego – drugiego odcinka i, cóż, było jeszcze lepiej niż za pierwszym razem. Chociaż, jeszcze raz nadmienię, na pewno nie jest to zasługą gameplaya…

Skoro już przy tym jesteśmy, to odniosłem wrażenie, że twórcy dali graczom w tymże epizodzie jeszcze mniej swobody niż poprzednio. Mam na myśli to, że w, bodajże, tylko dwóch lokacjach mamy do czynienia z czymś, co nazwać można od biedy eksploracją połączoną z rozwiązywaniem jakiegoś problemu. Rozwiązania owe są naprawdę łatwe i nie sądzę, żeby ktokolwiek – nawet osoba, która nie miała do czynienia wcześniej z przygodówkami [bo dla osób, którzy ten gatunek znają i cenią „zagadki” w The Walking Dead to kaszka z mlekiem] – miał z nimi jakikolwiek kłopot. Nie sposób oprzeć się wrażeniu, że te momenty gry, kiedy nie jesteśmy rzucani od sekwencji decyzyjnej do sekwencji dialogowej – na których gra się opiera i dzięki którym, notabene, jest taka fajna – to tylko taki dodatek na odczepnego. No wiecie, żeby zachować pozory, że wciąż mamy do czynienia z grą.

Pomimo tego, że kombinować wiele nie musiałem wiele, a postacią sterowałem z rzadka, to w jakiś przewrotny sposób losy Lee et consortes były mi bardzo, ale to bardzo nieobojętne. Trzeba powiedzieć jasno, że duża w tym zasługa scenariusza i znakomicie budowanego klimatu. No, i oczywiście świetnie rozpisanych postaci. Sam byłem zaskoczony, że po niemalże dwóch miesiącach przerwy – do gry nie wracałem po ukończeniu epizodu pierwszego [wiem, że niektórzy tak czynią, dokonując innych wyborów, ale ja wolę poczekać, jak się owe wybory odbiją na całości] – jak doskonale pamiętam tych bohaterów i – kurcze, powiedziałbym nawet, że się za niektórymi z nich stęskniłem [a niektórych wciąż nie cierpię].

Drugi odcinek, pod tym względem przynosi kilka znaczących zmian. Dowiadujemy się sporo nowego o współtowarzyszach niedoli, na jaw wychodzą ich skrywane, często negatywne cechy [i vice versa, dowiadujemy się o tych „nielubianych” kilku rzeczy, które rzucają nieco bardziej pogodne światło na ich sylwetki]. Okazuje się również, że niekoniecznie postawiliśmy na właściwego konia, dokonując wcześniejszych wyborów. Przychodzi nam żałować, że nie popraliśmy we wcześniejszym zatargu jednych, i stanęliśmy okoniem w stosunku do decyzji innych. Oczywiście, postawy i czyny, jakich dokonują nasi towarzysze mają solidne uzasadnienie – jedni stawiają dobro swoich najbliższych ponad przyjaźń a inni są po prostu nieobliczalnie głupi…

I w tym odcinku przyjdzie nam podjąć trudne wybory – kto wie, czy nie trudniejsze, a w każdym bądź razie mogące mieć dużo większy wpływ na przyszłość? Są wśród nich decyzje dotyczące życia i śmierci bohaterów, więc liczcie się z tym, że i w tym odcinku pożegnacie pewną postać. Czy tą samą, co ja? Tego nie wiem… może tak, może nie. Na – jako takie – otarcie łez pojawiają się nowi bohaterowie. Interesujący bohaterowie, dodam. I na tym poprzestanę, bo jakoś nie potrafię o nich pisać, nie zdradzając jednocześnie ważnych elementów fabuły.

A co do fabuły tego odcinka… Po pierwsze: trzyma w napięciu. Może nie cały czas, ale ma takie momenty, że serialowe „Żywe Trupy” mogą się schować. Ja w serialu nie uświadczyłem takich emocji na przestrzeni obu sezonów, serio! Ponadto, w drugim odcinku „gry” na pierwszym planie mamy też, w świetny i „kopiący po jajach” sposób wykorzystany inny, klasyczny motyw kina grozy. Tego „co nie gra” w pewnej lokacji, do której trafią nasi bohaterowie domyślić się można dość szybko, ale nie umniejsza to faktu, że napięcie budowane jest tutaj po mistrzowsku a kulminacja rozkłada na łopatki niesamowicie stężoną dawką klimatu!

I w tym momencie chyba skończę – ciężko powiedzieć więcej i jednocześnie nie popsuć zabawy tym, którzy jeszcze po The Walking Dead nie sięgnęli. Tak więc, gwoli podsumowania – bardzo fajny, interaktywny serial. Zdecydowanie lepszy od swego telewizyjnego odpowiednika. Przyznam szczerze, że jeśli ktoś gdzieś tam w „telewizorni” ma choć odrobinę rozsądku, to winien złożyć scenarzystom gry propozycję nie do odrzucania, zanim zabierze się do kręcenia trzeciego sezonu.

P.S. Żywych trupów zdecydowanie mniej niż w poprzednim odcinku – za to bohaterowie gry już wiedzą o tym, czego bohaterowie serialu domyślili się dopiero w końcówce drugiego sezonu.

Reklamy

From → Gry

Dodaj komentarz

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: