Skip to content

Piątek, czyli lepszy taki, niż żaden początek…

by w dniu Czerwiec 16, 2012

Witam!

Żeby nie przynudzać, krótko i na temat, czyli o czym będzie ten blog. Otóż, będzie on o grach, a raczej o moim w gry graniu. Jako, że mam się za totalnego „niedzielnego gracza”, ten blog będzie się różnił od profesjonalnych blogów poświęconych komputerowej rozgrywce tym, że będzie… kompletnie nie profesjonalny. Nazwijcie mnie, jak tam sobie, droga młodzieży chcecie, noobem, casualem, czy inną nazwą określającą znajdującego się najniżej w hierarchii graczy osobnika i takim właśnie osobnikiem ja jestem. Nie znaczy to, bynajmniej że w gry gram niewiele, albo że gier nie lubię. Po prostu, cieszę się kiedy mogę czerpać przyjemność z obcowania z grami na swój własny, zazwyczaj lekki i łatwy sposób. A jeśli czasem uda mi się wspiąć nieco wyżej w tym „rzemiośle”, to przez absolutny przypadek, tudzież zwykły fart.

No, ale miałem nie przymulać, więc przejdę do rzeczy, czyli tego, w co obecnie gram.

Po pierwsze – Max Payne 3 – nie będę tu powtarzał tego, co się w świecie szerokim o tej grze mówi [wiecie 9/10, 10/10, etc.], powiem tyle, że singiel mi się umiarkowanie podobał, przeszedłem go na trybie normalnym. Nie było trudno, ani specjalnie frustrująco, więc podobało mi się. Tak, między nami mówiąc, to nie rozumiem, o co to całe „halo” z niby wyśrubowanym poziomem trudności w tej grze – owszem, ja ginąłem dość często, ale z pewnością nie częściej niż w poprzednich dwóch odsłonach Maxa Payne. Nie zdarzyło mi się też w tym „odcinku” ani razu zaciąć w którymkolwiek miejscu, a walki z „bossami” to była tutaj kaszka z mlekiem dosłownie [a nie potrafię zliczyć, ile razy podchodziłem do finałowego pojedynku z Vladem, w części drugiej]. I tak sobie myślę, że albo zacząłem w końcu „raczkować”, czyli wyrabiać się w graniu, albo ludzi z „branży” dotknął regres w tej kwestii,  czy też niemoc jakowaś?…

Wracając do meritum: w grze nie przeszkadzały mi wyjątkowo długie przerywniki filmowe – oglądało się to znakomicie, aczkolwiek przy drugim podejściu [a co, zachciało mi się zasmakować trybu hard!] ździebełko irytującą była niemożność przewinięcia tychże cut-scenek. Cóż, klimatu dwóch poprzednich odcinków nie uświadczyłem za bardzo. Może momentami jedynie, może w rozdziałach „wspominkowych” z New Jersey, ale to i tak już po prostu nie to… Nie twierdzę, że nostalgia za dawnym Maksem popsuła mi w jakimkolwiek stopniu czynienie kolejnej rozpierduchy w nowym stylu, ale pewien żal jednak do twórców mam, że tak grubą kreską oddzielili tamto życie naszego bohatera od nowych jego przypadków.

Dziesięć lat minęło, jak z bicza strzelił a Mona nie zmieniła się ani odrobinę…

Tyle lamentów, a teraz to, co mi się spodobało najbardziej – nowa część Maxa Payne okazała się dla mnie Mekką materii grania wieloosobowego. Tak, tak nareszcie znalazłem multiplayer, w którym taki noob, jak ja może znaleźć się na szczycie listy, a nawet wygrać deathmatch. Wszystko to, dzięki przegiętej spluwie o wdzięcznej nazwie Hammerhead [w prezencie od Rockstara w uznaniu zasługi złożenia zamówienia przedpremierowego]. Wspaniały ten shotgun pozwala wykończyć przeciwnika dwoma, do trzech strzałów, co w połączeniu z Trigger Happy [czyli, uroczo nazwanym dopalaczem, który zmienia – nie tylko – Hammerheada w broń masowej zagłady] pozwala nam cieszyć wysokimi miejscami w rankingach prawie każdej rozgrywki. A jako, że wiedziony właściwą mojemu wiekowi nostalgią gram w awatarze Mony Sax, po każdym morderstwie mogę upajać się buńczucznymi komentarzami, typu Mona one, looser zero, albo Try not to bleed my expensive shoes [od razu widać, że mamy do czynienia z damą] wypowiadanymi jej zmysłowym głosem… Tak, ta broń jest totalnie OP [jak to mówią „chafowcy”] i bardzo się cieszę, że trafiła w moje ręce – wreszcie moje szanse przeżycia w multiplayerze wzrosły a czas pozostawania nieodstrzelonym wydłużył się z 5 sekund, do – co najmniej – 2 minut.

…i zachowała charakterystyczną gibkość, oraz finezję we władaniu bronią krótkiego, średniego i dalekiego zasięgu.

Jest jeszcze fajny tryb – Gang Wars. Jest tu równie miło i przyjemnie, a nawet jeszcze bardziej – „fabularyzowane” mini-kampanie, składające się z wariacji na temat znanych i lubianych trybów capture the flag, rush, czy deathmatch są opracowane tak pomysłowo, że zachodzi tu niemal pełna immersja… Łoj! Trochę się zagalopowałem i zacząłem gadać prawie, jak hardkor, do kroćset! Tryb „wojen gangów” jest naprawdę fajny i – co tu dużo mówić – stanowi kwintesencję gry wieloosobowej w Max Payne 3. A ja po prostu lubię w niego grać, o!

Poza Maxem Payne 3 spędziłem 25 godzin, grając w Batman: Arkham City i z przyjemnością spędzę jeszcze kilka. Ta gra jest wyśmienita, po prostu. Nie wiem, czy można stworzyć coś doskonalszego w oparciu o serię komiksową – jeśli tak, to będzie pewnie kolejne dzieło twórców serii Batman: Arkham…, jak sądzę. Gra komiksowa, a jednocześnie jakże dojrzała [choć z głupiutkimi momentami]. Mniejsza już o tą dojrzałość, ale jakąż dawkę przyjemności udało im się upchnąć w to dzieło – ileż tu rzeczy do roboty „na boku” i jakże chce się te rzeczy robić. Sporo kombinowania. Zero traktowania gracza, jak imbecyla – nawet taki noob, jak ja czuje się tutaj w jakiś sposób dowartościowany, kiedy uda mu się rozgryźć, co łatwiejsze zagadki Riddlera albo nabić kilka prostszych combosów w trybie arcade. Na marginesie, motyw z Catwoman porzucającą Batmanacreditsy i to, co dzieje się potem, to był jeden z największych „łot-the-faków”jakie mnie spotkały w trakcie mojej krótkiej kariery gracza niedzielnego.

Cóż, to chyba wszystko, na początek… W następnym odcinku [być może] coś o Scary Girl od Square Enix a może o czymś zupełnie innym? Pożyjemy, zobaczymy, jak mawiali przed wojną.

Reklamy

From → Gry

Dodaj komentarz

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: